wtorek, 3 lipca 2018

"Ta dziewczyna" 
Michelle Frances
Wydawnictwo Albatros
2018











  Tytułowa dziewczyna - Cherry, to taki typ cwanej, przebiegłej osóbki, która nie cofnie się przed niczym, by dopiąć swego. Bez mrugnięcia okiem będzie kłamać, kręcić, intrygować i robić wiele innych rzeczy, by zrealizować swój plan na życie. Jednak tym razem, trafiła przysłowiowa „kosa na kamień“. Za przeciwniczkę ma Laurę, dojrzałą, zamożną producentkę filmową, odnoszącą sukcesy i bardzo zdeterminowaną. Tym bardziej, gdy gra toczy się o jej największą miłość i dumę - o syna. Panie nie szczędzą sobie ciosów poniżej pasa. Mężczyźni, także ten, którego dotyczy rywalizacja - Daniel, są w zasadzie wyłącznie dość bezbarwnym tłem dla damskich potyczek. Trudno powiedzieć, która jest gorsza, zaborcza, toksyczna matka, czy ogarnięte wizją swojej świetlanej przyszłości bezwzględne dziewczę? W każdym razie, toczą nieustającą psychologiczną wojnę, próbując wyrywać sobie chłopaka z rąk, jak nie przymierzając, jakiś przechodni puchar.

  Historia początkowo toczy się w dość niemrawym tempie, przemyśleniom i banalnym opisom nie ma końca. Jednak w nagrodę dla wytrwałych, którzy przebrną fazę monotonii, w pewnym momencie coś w końcu zaczyna się dziać. Akcja nieco przyspiesza, a intryga nabiera rumieńców, robi się ciekawiej, choć też bez fajerwerków, ale czyta się o wiele przyjemniej. Niemniej w miarę zgłębiania fabuły, trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej powieść obyczajowa niż thriller, brakuje napięcia, pozostaje niedosyt. Jako wakacyjna, lekka lektura, książka na pewno się sprawdzi, natomiast dla czytelników oczekujących mocniejszych wrażeń, sugerujących się gatunkiem, może to być za mało.

  Mojego zachwytu powieść nie wzbudziła, ale mam wrażenie, że wielu miłośniczkom prozy obyczajowej, może przypaść do gustu. Jeżeli lubisz wspomniany typ literatury i chcesz się przekonać co się dzieje, gdy w drogę wejdą sobie dwie kobiety gotowe na wszystko, sięgnij po tę pozycję.


niedziela, 17 czerwca 2018

"Na skraju załamania"
B.A. Paris
Wydawnictwo Albatros
2018








  Strach ma wielkie oczy i destrukcyjną siłę, szarpie nerwy, rujnuje poczucie bezpieczeństwa, odbiera chęć do życia, paraliżuje. Potrafi zepchnąć człowieka na margines życia, a finalnie może doprowadzić na skraj załamania.


  Cass Anderson panicznie się boi. Jeden koszmarny wieczór, gdy w strugach deszczu, przy akompaniamencie burzowych grzmotów, jechała odludną, leśną drogą do domu, odmienił jej spokojne życie. Wszystko wywróciło się do góry nogami. Kobieta, którą widziała feralnej nocy w aucie na poboczu, nie żyje. Przyczyna zgonu, bynajmniej nie była naturalna - została brutalnie zamordowana. Cass trawi poczucie winy, że nie zdołała zapobiec tragedii. Równocześnie, budzi się w niej lęk, który potęguje seria niecodziennych zdarzeń i świadomość, że morderca pozostaje nieuchwytny. Regularne, uporczywe, głuche telefony, doprowadzają ją do szaleństwa. Do tego, zaczyna tracić kontrolę nad tym, co robi - po prostu zapomina. Nie pamięta tego, że umówiła się z przyjaciółmi, że kupiła kolejny gadżet do domu, że obiecała coś zrobić. Powoli popada w obłęd. Jest przekonana, że ma początki demencji, ale przede wszystkim, że ktoś chce ją skrzywdzić...


  Powieść „Na skraju załamania" przypadła mi do gustu bardziej niż poprzednia książka pisarki - „Za zamkniętymi drzwiami". Fabuła wydaje się ciekawsza, akcja, w moim odczuciu, rozkręca się w lepszym tempie. Trzeba przyznać, że Paris ma niezaprzeczalną umiejętność pisania w sposób wciągający i jakkolwiek historia jest przewidywalna - to u niej znak firmowy, książkę doskonale się czyta. Taka pisarska solidna robota - płynna narracja, intrygujące zwroty akcji, bez lania wody i zbędnych dygresji, wartki rytm i przyjemne stopniowanie napięcia. Przyznaję, że to jest dobre, ale gdyby kiedyś autorka zechciała mnie bardziej zaskoczyć, a najlepiej tak, żebym musiała zbierać szczękę z podłogi i dochodzić do siebie dłuższą chwilę, byłoby wprost cudownie. Czekam zatem, na jej dalsze dokonania.



niedziela, 10 czerwca 2018

"Życie w średniowiecznej wsi"
Frances Gies, Joseph Gies
Znak Horyzont
2018




  „Wsi spokojna, wsi wesoła...“
Znamy to wszyscy, ale jak faktycznie wyglądała egzystencja w średniowiecznej wiosce? Czy w istocie była sielankowa, czy może wręcz przeciwnie? Wiele jest na temat wzmianek, mnóstwo też funkcjonuje mitów. Warto się przekonać jak było naprawdę. Frances i Joseph Gies, autorzy publikacji dotyczących życia w średniowiecznym mieście oraz zamku, pokusili się także o zgłębienie ówczesnych realiów wiejskich. W swojej najnowszej publikacji prezentują obraz wyczerpujący i pełen zaskakujących detali. Za modelowy obiekt badań posłużyła angielska wieś - niegdyś zwana Aylington, obecnie Elton, położona w dystrykcie Huntingdon.

  W oparciu o szereg tekstów źródłowych, zapisów archiwalnych, akt sądów dworskich i kronik, dowiadujemy się jak powstawały osady, jak funkcjonowali ich mieszkańcy oraz o występujących między nimi zależnościach. Wiele miejsca poświęcono obyczajowości, obowiązującym prawom i zwykłej codzienności. Dziesięć naszpikowanych informacjami rozdziałów dostarcza szeregu zaskakujących doniesień, czasem strasznych, czasem śmiesznych. Przyznam, że szczególnie zainteresowały mnie wątki dotyczące małżeństwa i rodziny, zwłaszcza sytuacja kobiet w tym kontekście, wiejska sprawiedliwość oraz relacje chłopa i pana. Jest tam smaczków co niemiara. Na przykład okazuje się, że wobec przedślubnych relacji damsko - męskich społeczność wiejska, wbrew powszechnym wyobrażeniom, miała dość liberalne podejście, nie dochodziło do stygmatyzacji takich osób. W skrajnych przypadkach karane były one co najwyżej niewielką grzywną, natomiast przysięga małżeńska składana była niejednokrotnie nie w kościele, a „w lesie, tawernie, czy nawet w łożu“ - to były tzw. potajemne małżeństwa. Dla odmiany cudzołóstwo, jako że godziło w rodzinę, uznawane było za sprawę poważną i rozstrzygające w tych sprawach sądy kościelne orzekały wobec delikwenta karę chłosty. Frapująca była również kwestia higieny, kąpiele nie odbywały się zbyt często, bo wiązało się to z koniecznością przynoszenia i podgrzewania sporej ilości wody, za wannę służyła przeważnie beczka z usuniętym wiekiem, a członkowie rodziny korzystali z tej przyjemności jeden po drugim...

  Autorzy wykonali imponującą, wręcz benedyktyńską pracę zbierając i opracowując ogromny materiał, w dodatku podali go w formie wyjątkowo przystępnej. Całość spisana jest potoczystym, jasnym i zrozumiałym językiem, opatrzona słowniczkiem pojęć oraz ilustracjami, które dają pełniejszy ogląd poruszanych zagadnień. Treść jest na tyle atrakcyjna, że w mojej opinii może zainteresować nie tylko pasjonatów historii, czy konkretnie wieków średnich, ale też osoby zwyczajnie otwarte na wiedzę, ciekawe świata oraz źródeł i ewolucji rozmaitych procesów społecznych. Wobec takich publikacji jestem zdecydowanie na tak.